Posty

Przygodę na Bali czas zacząć, czyli wizyta w Kucie i hinduskich świątyniach nabrzeżnych…

Obraz
Kiedy lądujesz na dworcu autobusowym w Denpasarze nocą wiedz, że nie dojedziesz do Kuty inaczej niż taksówką. Co więcej wiedz, że działa tu pewnego rodzaju zmowa taksówkarzy i nie dojedziesz nigdzie za rozsądne pieniądze – pierwotną ceną jaką usłyszeliśmy było 50$! W nocy trudno też iść w głąb miasta, by kierowcy opuścili cenę, czy żeby złapać Ubera… Mimo to właśnie tego spróbowaliśmy! Wraz z zapoznaną w autobusie parą z Hiszpanii postanowiliśmy ruszyć w Kierunku osławionej Kuty per pedes. Wynik naszej niedługiej, bo jakiejś 10 minutowej wędrówki był zaskakujący – dojechaliśmy do hotelu za 10$ za parę. Po drodze udało nam się strącić kilka skuterów. Już tłumaczę jak się to stało. Otóż, nasz kierowca nie znał drogi na wskazany przez nas adres hotelu. Kolejno wjeżdżał w wąskie uliczki, z których jedna okazała się ZBYT wąska. Nie zostało nam nic innego, jak wycofać się. Niestety ucierpiały na tym zaparkowane w pobliżu skutery, które zostały lekko puknięte. Co na to nasz kierowca? Ano ...

Na szczycie aktywnego wulkanu…

Obraz
Droga z Yogyakarty w okolice wulkanu Bromo była długa i męcząca, zajęła nam prawie cały kolejny dzień – około 8-10 godzin. Przejazd tutejszymi ulicami stanowił jednak przygodę samą w sobie. Do dziś z krzykiem budzę się kiedy śni mi się sposób wyprzedzania naszego kierowcy! W dodatku autobusy w Indonezji nie są najbardziej zadbane… Mimo to dzięki tej trasie zobaczyliśmy spory kawałek wyspy. O późnych godzinach wieczornych dojechaliśmy do miejscowości leżącej u stóp wulkanu. Droga była bardzo kręta, a zza okien dopływał do nas straszny smród. Myśleliśmy, że to spaliny tutejszych busów – jak okazało się następnego dnia za nieprzyjemny zapach odpowiedzialne były wywiewy z wulkanu. Pobudka o 3 rano, nieprzyjemny zapach siarki, a z głośnika Toyoty Land Cruiser, którą mieliśmy udać się na punkt widokowy popłynęła melodia „ Moves like Jagger ” – cóż za ironia? Przecieraliśmy ze zdziwieniem zaspane oczy, ale kierowcy ani się śniło ściszyć muzykę… Przeżycie to było lekko traumatyczne...

Śladem jawajskich świątyń, czyli zwiedzamy Borobudur i Prambanan…

Obraz
Naszą przygodę na Jawie zaczęliśmy w miejscowości Yogyakarta . Miasto nazywane jest stolicą kulturową wyspy, ale nas nie zachwyciło. Jedyne miejsce, które udało się nam zobaczyć – dzięki życzliwości lokalnego, samozwańczego przewodnika to pałac sułtański Keraton z XVIII. Pałac jest dużą budowlą wartą krótkiego zwiedzania – jednak w porównaniu do innych budowli w okolicy nie robi wielkiego wrażenia. Było to jednak nasze pierwsze zderzenie z tutejszą kulturą. Yogyakarta jest położona w okolicy dwóch sławnych zabytków Indonezji: buddyjskiej świątyni Borobudur i hinduskiego zespołu świątyń Prambanan . Chcąc zobaczyć wschód słońca ze szczytu buddyjskiej piramidy trzeba wykupić wycieczkę fakultatywną. My zdecydowaliśmy się na taką, która połączyła obie świątynie. 5:00 rano, a my oglądamy budzący się do życia świat z wierzchołka świątyni Borobudur - warto było wstawać! Około 4 rano wyruszyliśmy w 40-sto kilometrową podróż z Yogyakarty do Borobudur . Na drodze było całkowicie ...

Powrót do egzotyki, czyli mój miesiąc w Indonezji

Obraz
Listopad nie należy do moich ulubionych miesięcy. Coraz dłuższe i zimniejsze wieczory nastrajają mnie do wspomnień słonecznych dni w egzotycznych krajach. Dlatego postanowiłam poświęcić ten miesiąc moim wspomnieniom z Indonezji. Mam nadzieję, że posty przysłużą się Wam do zaplanowania jak najlepszej podróży do tego przepięknego kraju, zainspirują do dalekich podróży… Wyjazd do Indonezji to marzenie niejednego podróżnika. Kto z nas nie kocha wylegiwać się na słonecznej plaży popijając przy tym zimnego kokosa? Indonezja kusi pięknymi widokami, zapachami i wszechobecnym oceanem… Wraz z mężem ulegliśmy pokusie. Spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy na miesięczną wyprawę po 4 wyspach tego ogromnego kraju: Jawie, Bali, Gili i Lomboku. Tanah Lot to jedna z najczęściej fotografowanych świątyń na Bali.  Indonezja to wyspiarskie państwo leżące na pograniczu dwóch kontynentów: Azji Południowo-Wschodniej i Oceanii. Jego stolicą jest Dżakarta zamieszkała przez ponad 30 milionów ludz...

Norwegia 6: Ornitologiczny raj – wyspa Runde

Obraz
Ostatni dzień w Norwegii spędziliśmy na jednej z wysp w okolicach portowego miasta Ålesund – Runde . Mimo, że to jedynie 80 km drogi warto zarezerwować sobie 2 godziny na przejazd w jedną stronę. Trzeba pamiętać, że w tej części kraju często trzeba liczyć się z godzinami odpłynięć promów. Trasa jest dość malownicza: wiedzie przeprawami i mostami zbudowanymi nad morzem. Na horyzoncie co jakiś czas majaczą się wysokie, ośnieżone góry. Jest pięknie – to nasze małe lekarstwo, na to że nie udało się nam dojechać do Drogi Transatlantyckiej. Runde to niezwykła wyspa, na której czas jakby się zatrzymał. Można tu spędzić cały dzień przechadzając się szlakiem wzdłuż ptasich rezerwatów. Na zwiedzanie wyspy przeznaczyliśmy cały dzień – chcieliśmy zobaczyć mieszkające tu maskonury, które co roku licznie przylatują tu w maju. Ponoć jest ich ponad 100 tysięcy par. Są to piękne ptaki, charakterystyczne dla Europy Północnej. Co ciekawe, tylko pół roku spędzają one na lądzie – lęgną się tam...

Norwegia 5: Miasto inne niż wszystkie – Ålesund…

Obraz
Ålesund to miasto portowe leżące na zachodzie Norwegii. Jego wyjątkowość przejawia się w kilku kwestiach. Po pierwsze miasto leży przy ujściach do Morza Norweskiego kilku fiordów, dlatego okoliczne miejscowości, a także i same dzielnice Ålesundu wydają się być niewielkimi wysepkami. Z drugiej strony inność miasteczka przejawia się w jego architekturze. W 1904 roku na terenie miasta miał miejsce wielki pożar. Drewniane domki spłonęły w nim niczym zapałki. Już rok później na zgliszczach rozpoczęto kompleksową odbudowę miasta – zyskało ono zupełnie nowy secesyjny charakter. Styl w jakim odrodziła się miejscowość był wynikiem współpracy miasta z niemieckimi kupcami. Ålesund zarówno dziś, jak i kiedyś słynął z połowu dorszy. Jedna najpiękniejszych panoram podczas naszych wakacji - kto powiedział, że w miastach nie ma pięknych widoków?     Warto poznać to miasto będąc w okolicy, przespacerować się jego uliczkami i podziwiać znaną architekturę Art Nouveau. Miasto u styk...

Norwegia 4: Czy powinniśmy bać się tsunami w Geirangerfjorden?

Obraz
Geirangerfjord to najbardziej znany z norweskich fiordów. Położony malowniczo w cieniu wysokich szczytów robi niezwykłe wrażenie zarówno z punktów widokowych, jak i z poziomu morza podczas rejsu. Fiord doczekał się nawet własnego filmu pt. „Fala” – norweskiego kandydata do Oscarów, który postanowiliśmy obejrzeć. Opowiada on historię tsunami wywołanego przez oderwanie się kawałka skały z góry wyrastającej z Geirangerfjordu . Film nastraja do refleksji i uczy pokory z stosunku do przyrody – polecamy obejrzenie go jeśli ktoś wybiera się w tamte rejony lub chce popatrzeć na piękne krajobrazy. Dzisiaj, na zboczach fiordu prowadzone są faktycznie pomiary ruchów skalnych. A historia przedstawiona na początku filmu – dotycząca innego fiordu miała miejsce. Geirangerfjord na jwiększe wrażenie zrobił na nas z punktów widokowych. Co do samego Geirangerfjordu, jest imponujący i przepłynięcie nim jest niemalże konieczne, by móc mówić że odwiedziło się fiordy zachodniej Norwegii. To drugi f...