Posty

Wielkie przenosiny

Pisanie bloga podróżniczego jest dla mnie wielką frajdą i odpoczynkiem. Cieszę się szczególnie wtedy, kiedy udaje mi się komuś pomóc lub zachęcić do podjęcia próby zorganizowania sobie wyjazdu. W racji tego, że blogger nie dysponuje wszystkimi narzędziami, które sobie wymarzyłam (albo nie umiem ich znaleźć) zdecydowałam się na wielkie przenosiny. Od pewnego czasu można mnie śledzić na myszkawpodrozy.pl Będzie mi bardzo miło jeśli przeniesiecie się tam razem ze mną!

PRZEZ INNSBRUCK WE WŁOSKIE DOLOMITY…

Obraz
Zima za oknem, a więc wracają narciarskie wspomnienia. Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi przeżyciami z Val di Sole, gdzie gościłam niespełna dwa lata temu. Był to mój pierwszy pobyt w Alpach, dodatkowo we Włoszech, które uważam za nieziemsko piękne (i planuje im poświęcić kilka kolejnych wpisów) – zachwytom nie będzie końca… Val di Sole to Słoneczna Dolina, co w moim przypadku spełniło się stuprocentowo! Słońce zalewało stoki narciarskie przez cały tydzień mojego pobytu. Jest to rejon północnych Włoch, w regionie Trydent-Górna Adyga. Dojazd z Polski zajmuje tam ok. 13 godzin, ale droga jest prosta i przyjemna. Aby urozmaicić sobie podróż, a także zrobić przystanek z noclegiem polecam odwiedzenie Insbrucka – bardzo ładnego miasta w południowej części Austrii. Miasto od 1429 roku jest stolicą Tyrolu, a swój okres świetności przeżywało podczas panowania Maksymiliana I Habsburga. To właśnie on przyczynił się do budowy zamków Hofburg i Ambras . Pierwszy z nich pows...

W austriackich Aplach...

Obraz
Czy atak zimy w styczniu powinien nas zaskakiwać? Odzwyczailiśmy się w krótkim czasie od śniegu i utrudnień na drogach. Tymczasem całkiem niedaleko nas śniegu jest pod dostatkiem i to nie tylko w styczniu, ale i w kwietniu! Pisząc to mam na myśli Alpy – najwyższe pasmo górskie w Europie. Góry, które kolejny raz skradły moje serce na początku Nowego Roku. Na nartach jeżdżę od małego dziecka, ale za granicą byłam tylko trzykrotnie. I właśnie tymi narciarskimi przygodami postanowiłam się z Wami podzielić. Na pierwszy ogień idzie Austria, z której wróciłam zaledwie kilka dni temu! Rozbudzeni nadziejami o śnieżnej zimie tuż prze Sylwestrem ruszyliśmy z mężem w Alpy, a dokładnie do austriackiej Karyntii . Droga nie była długa, GPS pokazywał nam około 9 godzin do celu. Drogi były całkowicie czarne i przejezdne… Z jednej strony to super, ale z drugiej GDZIE JEST NASZ ŚNIEG? Nasz pensjonat znajdował się w urokliwej, chociaż bardzo małej miejscowości Sachsenburg. Nie jest to ...

TOP OF THE TOP WYJAZDU DO INDONEZJI

Obraz
Kiedy wracamy z podróży niezmiennie jednym z pierwszych pytań naszych bliskich jest: „Co podobało Ci się najbardziej ?”. Zdarza się, chociaż nieczęsto, że odpowiadamy bez zastanowienia i to jednogłośnie! Z Indonezją jest inaczej… Podobało się nam tu niemalże wszystko i zastanawiając się dziś, co było mniej lub bardziej warte naszej uwagi mamy nie lada kłopot. Mimo to stworzyłam listę miejsc nie do pominięcia na szlaku, który poczyniliśmy z Jawy na Lombok. Lista ta w jakiś sposób hierarchizuje atrakcje, chociaż nie uznałabym jej za typowy ranking. Wszystkie opisane poniżej miejsca i aktywności są wyjątkowe. Uszeregowałam je na 5-cio miejscowej liście, na której każde miejsce to wygrana. Miejsce 1. Pacyficzny pierścień ognia Wulkaniczny Krajobraz Jawy i wyrastające pośród tarasów ryżowych wulkany Bali i Lomboku to coś co pozostaje w pamięci na zawsze. Indonezja jest jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie krajów. Sama świadomość, że stąpa się po tej ognistej ziemi jes...

Plaże Lomboku, czyli czas na odpoczynek…

Obraz
Powodem, dla którego spośród wielu tysięcy indonezyjskich wysp wybraliśmy wypoczynek na Lomboku były opowieści o plażach na południowym skraju wyspy. Spragnieni odpoczynku w pięknych okolicznościach przyrody każdego dnia chcieliśmy relaksować się w innym miejscu. Przyznaję, że żadna z plaż, które odwiedziliśmy na Lomboku nas nie zawiodła. Wybraliśmy się na trzy z nich: Tanjung Aan, Selong Belanak i Mawun. Tanjung Aan to plaża leżąca najbliżej Resortu Lombok Hill Wiolett , w którym przebywaliśmy. Dlatego to właśnie tam pojechaliśmy pierwszego dnia. Na skuterze dostaliśmy się na plażę w 10 minut. Swoją nazwę zawdzięcza ona zatoce, nad którą jest położona. Dojeżdżając w to miejsce trzeba przejechać „polem skałek” otaczających plażę. To duży plus jeśli szuka się kameralnego miejsca – przy Tanjung Aan nie ma hoteli, ani dużych restauracji. Przy samym wejściu znaleźć można dwa warungi z napojami i lekkimi przekąskami. Jeżeli dokona się w nich zakupów można za darmo korzys...

Czy warto odwiedzić Mataram – stolicę wyspy?

Obraz
Lombok to przede wszystkim wyspa pełna przyrodniczych cudów. Z jednej strony kusi wielki wulkan Rinjani, z drugiej ukryte w dżungli wodospady, z trzeciej piękne, piaszczyste plaże z dostępem do wysokich fal oceanu… Jest to wyspa dużo mniej komercyjna niż Bali, jednak ludzie znajdą tu już znaczenie pieniądza i wiedzą jak często pochodzi on od turysty. Rdzenny lud zamieszkujący Lombok – Sasak znalazł sposób, by zarobić pieniądze na swojej tradycji. Sposobem tym jest otwarcie wioski Sade dla turystów. Jest to swoisty skansen, w którym wraz z przewodnikiem można zwiedzić sasackie domostwa. Domy kryte są tu strzechą, zbudowane z bambusa i liści palmowych. Każdy dom wznosi się na podeście z polepy – to zabezpieczenie przed porą deszczową. Do części mieszkalnej często przylega spichlerz ryżowy – uznawany za symbol wyspy. Po środku wioski znajduje się meczet, z którego słychać nawoływania muezina. Wycieczka po Sade kończy się bazarem, na którym można kupić lokalne rękodzieło. Trafi...

W lesie tropikalnym poszukujemy wodospadów, czyli pierwsze spotkanie z Lombokiem…

Obraz
Po pobycie na szczęśliwej wyspie Gili Air ruszyliśmy na Lombok. Z jednej strony słynie on z pięknych plaż, z drugiej z majestatycznego wulkanu Rinjani. Z Gili przypłynęliśmy do Bangsalu – małej miejscowości portowej, w której króluje paskudna zmowa taksówkarska. Było to jedno z niewielu miejsc, w których odczuwałam silną niechęć do tubylców. Nagabywacze byli głośni i lekko agresywni, nie reagowali na odmowę. Oczywiście ceny za wynajęcie samochodu z kierowcą lub taksówki pochodziły z kosmosu, dlatego i tym razem postanowiliśmy ruszyć w drogę per pedes. Niestety, cały czas za nami na skuterze jechał jeden z lokalsów – chciał nam koniecznie wcisnąć swoje usługi. Krzyczał na nas, zajeżdżał drogę, z czasem dołączyli do niego koledzy… Z niemalże każdym metrem cena malała, ale rosła agresja. W   końcu poddaliśmy się nagabywaczowi i zgodziliśmy na przewóz taksówką za umówioną cenę. Podróż ta nie należała do najprzyjemniejszych. Nasz kierowca nie mówił po angielsku, cały czas był naburm...