Po pobycie na szczęśliwej wyspie Gili Air ruszyliśmy na Lombok. Z jednej strony słynie on z pięknych plaż, z drugiej z majestatycznego wulkanu Rinjani. Z Gili przypłynęliśmy do Bangsalu – małej miejscowości portowej, w której króluje paskudna zmowa taksówkarska. Było to jedno z niewielu miejsc, w których odczuwałam silną niechęć do tubylców. Nagabywacze byli głośni i lekko agresywni, nie reagowali na odmowę. Oczywiście ceny za wynajęcie samochodu z kierowcą lub taksówki pochodziły z kosmosu, dlatego i tym razem postanowiliśmy ruszyć w drogę per pedes. Niestety, cały czas za nami na skuterze jechał jeden z lokalsów – chciał nam koniecznie wcisnąć swoje usługi. Krzyczał na nas, zajeżdżał drogę, z czasem dołączyli do niego koledzy… Z niemalże każdym metrem cena malała, ale rosła agresja. W końcu poddaliśmy się nagabywaczowi i zgodziliśmy na przewóz taksówką za umówioną cenę. Podróż ta nie należała do najprzyjemniejszych. Nasz kierowca nie mówił po angielsku, cały czas był naburm...